Trudno pisać o Rzymie, bo Rzym króluje ponad innymi miastami świata, nie dlatego, że jest najładniejszy (nie jest). Rzym po prostu jest Rzymem, stolicą świata starożytnego, stolicą nowożytnego giganta myśli - Kościoła katolickiego. Raz upadł w pierwszych wiekach i podźwignął się znacznie piękniejszy, strach myśleć, co będzie, jeśli upadnie znowu... Nie można tak naprawdę pisać o Rzymie, lecz tylko o indywidualnym, doświadczeniu Rzymu w danym momencie. I to zrobić spróbuję.
Z Cesenatico do Rzymu wyjeżdża się po północy, więc noc z głowy, chyba że ktoś potrafi się wyspać w autokarze. Nic dziwnego, że po siódmej rano nasza grupa dość ospale rozpoczęła spacer po historycznym centrum. Tylko kilka osób weszło na Hiszpańskie Schody zrobić sobie zdjęcie. Wyjątkowo grzecznie słuchano Pana Marka opowiadającego, jak zwykle bardzo interesująco, o Piazza Navona, Campo di Fiori, El Greco, Di Trevi, Panteonie i wielu mniej znanych "smaczkach". Wśród nich Matka Boska pod Łukiem, narodowe dzieło Włoch, tuż koło Di Trevi. Nie ma o niej nic w Google, ale pan Marek czytał stos książek o Włoszech i wie. Niewyspani uczestnicy wycieczki marzyli już o obiecanej przerwie pod Ołtarzem Ojczyzny, kiedy się zaczęło.
Najpierw przeleciała z hukiem eskadra samolotów, malując kolorowymi dymami na błękitnym niebie flagę Italii. Śliczny Plac Wenecki był zamknięty z powodu uroczystych obchodów Święta Republiki. Z Kapitolu do Koloseum poszliśmy prawą stroną koło Circus Maximus. Trafiliśmy na ogromną paradę wojskową, przepiękną, kolejne oddziały w kolorowych mundurach szły w rytm marsza, zatrzymując się, wydając okrzyki. Głośno, radośnie, prawdziwa włoska festa. Było fantastycznie, dopóki nie okazało się, że stacje metra obok Koloseum są zamknięte, autobusy nie jeżdżą i zamiast obiecanego wypoczynku czeka nas godzinny marsz do Watykanu przy wzrastającym upale. Powiem tylko, wszyscy daliśmy radę! Widocznie festa należała do Włochów, a nam potrzebna była pielgrzymka do grobów świętych; Piotra i Polskiego Piotra, Jana Pawła II. Na pielgrzymce trzeba się utrudzić. Widome znaki łaski objawiły się od razu, kolejka do bramek wyjątkowo (jak na tę porę dnia) krótka, powrotne metro i pociąg podstawione jak na zamówienie. Wieczorem większość była w aż za dobrej, jak na ciszę nocną, formie ;-)
Wszystkim, dla których wczorajsza wycieczka była pierwszym spotkaniem z Wiecznym Miastem, życzę, aby ich to nie zraziło do powrotu tutaj. Aby przyjechali w chłodniejsze zwykłe dni i spokojnie powędrowali, bo Rzym to miasto, na którego poznanie trzeba by mieć co najmniej tydzień (polecam Dom Jana Pawła II przy Via Cassia, prowadzony przez polskie siostry, niskie ceny a pociągiem 20 minut do Watykanu, 30 do centrum). Cudowne w Rzymie jest to, że co krok odkrywamy kolejne historyczne miejsce. Żadne miasto nie ma tylu arcydzieł sztuki, nie tylko w Muzeach Watykańskich (bilet kupcie koniecznie przez Internet, bo kolejka jest bardzo długa), po dziesiątki kościołów. Najpiękniejsze są w nich sklepienia, trzeba nieustannie zadzierać głowę do góry, bo Rzym to miasto, które patrzy w niebo. Każdy znajdzie tu widok, który go zachwyci, (o ile oderwie się od telefonu :-) Ja zawsze patrzę na Pietę i wnętrze kopuły watykańskiej bazyliki (Michał Anioł, największy artysta Italii), bazylikę św. Pawła za Murami, Plac Wenecki z góry i Piazza Navona. Trzeba tu wracać, bo przecież wszystkie drogi prowadzą do Rzymu.
Wasi pielgrzymi